|
„The Day After” („Nazajutrz”), jest filmem telewizyjnym, jedną z obowiązkowy pozycji dla fanów filmów postnuklearnych
i „Fallout'a”. Mamy tam okazję zobaczyć ujęcia z prawdziwych prób nuklearnych, startujące bombowce strategiczne
dalekiego zasięgu B-52 i rakiety balistyczne Minuteman oraz zniszczenia z Hiroszimy, a charakteryzacja osób napromieniowanych stoi na najwyższym
poziomie. Wiele późniejszych obrazów jak mogłoby wyglądać życie po wojnie atomowej bierze swoją inspirację właśnie z niego. Film jest podzielony na
idealne dwie połowy, w pierwszej mamy typową telewizyjną mydlana operę, opowieść o codziennym życiu mieszkańców małej miejscowość Lawrence w stanie Kansas,
usytuowane mniej więcej w środku Stanów Zjednoczonych, sąsiadująca z bazą wojskową.
Głównymi bohaterami filmu są: lekarz, student, rolnik, pracownik bazy wojskowej oraz wiele innych osób związanych z ich
codziennym życiem. Gdzieś w tle na ekranach telewizorów, na które nie zawsze zwraca się uwagę można usłyszeć informacje o rosnącym napięciu pomiędzy USA
i ZSRR, oraz o pierwszych incydentach pomiędzy tymi dwoma mocarstwami, wreszcie o użyciu w Europie taktycznej broni jądrowej. Podjęcie
decyzji o wystrzeleniu rakiet, jak się okazuje nawet na poziomie generalicji ma charakter automatycznego realizowania procedur, próżno szukać tu
okrągłego stołu narad z „Dr Strangelove”. Wszyscy bez refleksyjnie robią swoje,
żeby wystrzelić i zaczynają myśleć dopiero, kiedy rakiety są w górze a w ciągu godziny ma nadejść kontruderzenie.
Drugiej cześć filmu widzimy skutki wojny nuklearnej i próbę powrotu do normalnego życia. Ocaleni chronią się w schronach,
organizują szpital polowy, potem nawet starają się uprawiać skażoną ziemię. Choć próby są pełne poświęcenia i zaangażowani to widzimy historię powolnego
umierania i degeneracji Ameryki, bez happy endów, bez nadziei, bez szans. Ale tak jak jest powiedziane w napisach końcowych: „Skutek prawdziwego konfliktu
był by nieporównywalnie bardziej apokaliptyczny niż ten ukazany w filmie”.
Ciekawostką jest że, kiedy wyemitowano ten film w 1983 roku, druga połowa filmu (po wojnie)
nie była przerywana reklamami, co w telewizji amerykańskiej stanowiło spory ewenement, była też w większości pozbawiony muzyki, a pomimo prostych efektów
specjalnych udało się stworzyć przejmujący obraz.
Poza Stanami „The Day After” były wyświetlany w 72 krajach , a co ciekawe w wielu krajach,
w tym również w Polsce także w kinach, dodatkowo już po emisji telewizyjnej, która mimo, że w środku tygodnia miała charakter odświętny,
a po filmie zaplanowano telewizyjna debatę dotyczącą skutków wybuchu konfliktu przedstawionego na ekranie. Nie inaczej było też w stanach,
gdzie nawet uruchomiono specjalną linię telefoniczną, za pośrednictwem której psychologowie mieli za zadanie uspokajać spanikowanych widzów. Dlaczego
tak się działo? Otóż w tamtym czasie prawdopodobieństwo wybuchu wojny nuklearnej było rzeczywiście realne, napięcie pomiędzy mocarstwami rosło a grzyb
atomowy osiągnął rangę fetyszu, prezentowanego na niezliczonych okładkach czasopism, gazet i w telewizji. Pomimo oswajania nie przestawał przerażać.
Film ma wydźwięk propagandowy i antywojenny. Ostrzega przed konsekwencjami totalnej wojny atomowej. Nie jest to kina akcji ani tym bardziej film
rozrywkowy. Trudno go ocenić, kręcony był on z myślą o konkretnych wydarzeniach historycznych – okres wyścigu zbrojeń.
|