|
Książka jak i film są oparte na faktach autentycznych. Wszystko zaczęło się
od reportażu ze sprawie sądowej mężczyzny oskarżonego o wykorzystywanie
seksualne nieletnich, płacąc im działkami heroiny za sex. Wśród świadków
znalazła się 14-letnia dziewczynka Christiane F., która złożyła pełne
drastycznych szczegółów zeznanie. Dwóch zachodnioniemieckich dziennikarzy, Kai
Hermann i Horst Rieck, którzy przysłuchiwali się sprawie, poszli jej śladem
i nakłonił do zwierzeń. Wstrząsająca relacja Christine F. ukazała się najpierw
na łamach magazynu „Stern”, potem w wydaniu książkowym. Książka była szokiem,
najpierw dla Niemców, potem dla reszty świata: opisywała losy dziecka, które
zamieniło w miarę szczęśliwe dzieciństwo na koszmar uzależnienia od narkotyków,
prostytucji, życia na granicy życia i śmierci.
Akcja filmu „My, dzieci z dworca Zoo”
(ang. „We Children from Bahnhof Zoo”) toczy się w Berlinie Zachodnim końca lat
70-tych. 14-letnia Christiane wychowuje się w rozbitej rodzinie. Po
przeprowadzce do Berlina Zachodniego, zajęta karierą zawodową matka dziewczyny
nie jest w stanie poświęcić jej odpowiednio dużo uwagi. Christiane wraz ze swoją
przyjaciółką Kessie, którą ma za autorytet, zaczyna chodzić na dyskotekę gdzie
z łatwością można kupić narkotyki. Kiedy zagubiona nastolatka poznaje niewiele
starszego narkomana Detlefa, zaczyna także eksperymentować z narkotykami,
a potem się od nich uzależnia. Od tej chwili następuje całkowita degradacja
życia Christiane. Bohaterka przechodzi typowe piekło osoby uzależnionej, którego
kolejnymi etapami są: kradzieże, handel narkotykami, a następnie prostytucja.
Wielką chęcią zasiadłem do
obejrzenia, z ekranizowanej książki opowiadającą o losach nastoletniej
Christiane, gdyż książka jest wręcz niesamowita, fabuła wciągająca i ogromnie
zaskakująca. Niestety film mnie rozczarował.
Na początek wspomnę o obsadzie. Najlepiej wypadła Natja Brunckhorst
grająca główną bohaterkę. Młoda aktorka zagrała dość przekonywująco, a jej
postać niekiedy przerażała samym swym byciem na ekranie. Reszta obsady była
niczym statyści mówiący swoje kwestie bez większego wyrazu. Szkoda, bo w książce
te właśnie postacie są zarysowane trochę konkretniej. Sama Christiane jest
o tyle charakterystyczna, że nie łatwo jest patrzeć na nią obojętnie.
Myślę, że film miał przede wszystkim szokować.
Niestety odniosłem wrażenie, że tak jak i książka, film miał wstrząsnąć
odbiorcami eksponując drastyczne momenty. W lekturze jest to jednak rozłożone w
czasie, jesteśmy wplątani w życie Christiane, a drastyczne momenty nawet nie są
wyjaskrawione. Są po prostu faktami. Filmie zaś, wszystkie te najbardziej
drastyczne i odrażające momenty są uwypuklane tak aby właśnie zaszokować.
Reżyser idzie wręcz na łatwiznę. Pokazuje to, co nieprzyjemne i straszne,
pomijając to, co też jest ważne. Zbyt bezpośrednio pokazuje opłakane skutki
bycia narkomanem.
Z filmu aż kipi jego nisko budżetowa forma. Tylko pojawienie się Davida
Bowie jest czymś, co dowodzi, że jednak twórcy postarali się o ciekawą
i wiarygodną koncepcję swego obrazu. Mniej więcej do połowy filmu słyszymy
utwory właśnie w jego wykonaniu, co przybliża nam trochę klimat tamtych czasów.
Nie jest to film najgorszy, nie jest też trywialny czy prymitywny. Jest po
prostu pusty w środku. Brakowało mi tego, by widz samemu mógł obserwować
życie Christine i je ocenić, by niczego nie wykładano pod nos. Wszystko zlało
się w jedną całość, co zapewne sprawi, że już za tydzień filmu nie będziecie
pamiętać. Warto go jednak obejrzeć. Dla tych, którzy czytali książkę, może to
być dowód, że lektura jest o wiele lepsza. Natomiast dla osób, które jeszcze nie
przeczytali książki, może to być kolejny film o narkomanii w stylu
„Trainspottingu”. Mimo tego zapraszam do oglądania, biorąc pod uwagę, że
jest to film z 1981r., nie można przecież wymagać od niego zdjęć niczym z
„Requiem dla snu”.
Jaki by obraz nie był jakościowo, niesie przecież
ważne przesłanie. A raczej przestrogę. Dla młodzieży, która nie zdaje sobie
z sprawy z tego, jakie są konsekwencje uzależnienia i oczywiście dla dorosłych,
którzy czasem są obojętni na to, co się wokół nich dzieje. Tak naprawdę nie
trzeba doszukiwać się winy, a raczej uczyć się na błędach nie tylko swoich, ale
też innych ludzi.
Ciekawostki filmowe:
- Christiane słucha w swoim pokoju płyty Davida Bowie'ego „Changes One Bowie”,
jednak piosenka, którą słychać (niemiecka wersja „Heroes” „Helden”) z tego
albumu nie pochodzi.
- Pełne imię i nazwisko bohaterki książki „Wir Kinder vom Bahnhof Zoo” brzmi
Christiane Vera Felscherinow, była ona konsultantką przy kręceniu filmu.
- Film kręcono w tych częściach Berlina gdzie dzieje się znaczna część książki,
w dzielnicy Gropiusstadt i na prawdziwym Dworcu Zoo (Bahnhof Zoologischer Garten),
w ówczesnym RFN.
- Niemiecki tytuł brzmi „Wir Kinder vom Bahnhof Zoo”, w krajach anglojęzycznych
został skrócony do „Christiane F.
|